Jestem molem książkowym i kiedy
tylko mam odrobinę wolnego czasu spędzam go na czytaniu. Jeśli chodzi o mój czytelniczy
gust, jest on naprawdę różnorodny, bo nie lubię się ograniczać. Chciałabym zaprezentować
Wam moich 10 ulubionych książek i zachęcić
Was do ich przeczytania.
1. „David Bowie. Biografia”
Marc Spitz.
„Ulica Hauptstrasse, na której
zamieszkali Bowie i Iggy po przybyciu do zachodniego Berlina, była biedna,
obskurna, tandetna i pełna Turków.”
Chyba nikogo, kto mnie zna, nie
zdziwiło, że na szczycie listy pojawiła się ta, a nie inna pozycja. Od momentu
ukazania się jej w księgarniach był to mój „must have”. Pozycja dla fanów, ale
nie tylko. Z pewnością nie będziecie rozczarowani, ponieważ książka obfituje w
liczne ciekawostki, które z pewnością przybliżą Wam postać Bowiego i nie raz Was zaskoczą. Dodatkowo autor
rzetelnie opisuję drogę jaką muzyk musiał pokonać by stać się ikoną glam rocka. Na duży plus
zasługuje fakt, że artysta przedstawiony jest jako człowiek, a nie ideał, który
nigdy nie ma prawa się pomylić. W końcu każdy zalicza wzloty i upadki, ważne
jest, żeby później umieć się z nich podnieść – tak jak zrobił to
Bowie.
2. „My dzieci z dworca Zoo”
Christiane F.
„Żeby przestać, z czymś skończyć to najpierw trzeba
wiedzieć po co. A ja nie wiem.”
Czytałam chyba z 5715415 razy
zarówno po polsku jak i po niemiecku i za każdym razem odkrywałam jakąś
drobnostkę, na którą wcześniej nie zwracałam uwagi. Większość z Was z pewnością
słyszała o tej książce, o ile sami nie mieliście okazji jej przeczytać.
Opowiada ona autentyczną historię Christiane, która w wieku 13 lat sięgnęła po
heroinę, a w wieku 14 lat zaczęła się prostytuować by za zarobione pieniądze
kupić narkotyki. Z zapartym tchem śledzi się drogę tej młodej dziewczyny, która
wiele razy próbuje wyrwać się ze szpon narkotyków, ale niestety brakuje jej na
to sił. Wstrząsająca i oddziaływująca na czytelnika pozycja. Kiedy sięgam po
nią zawsze wyobrażam sobie opisane sceny, miejsca i ludzi, zastanawiam się co
właściwie z nimi się teraz dzieje.
Dla leniwych, którzy od książek trzymają się z daleka: Powstał film pt. „My
dzieci z dworca Zoo” w reżyserii Uliego Edela. Niestety nie pokazuję on nawet
ułamka tego co dzieję się w książce – co mnie nie dziwi, bo w przeciwnym
wypadku film musiałby trwać około 3-4 godzin.
O ile Mikołaj będzie choiny w planach
mam zakupienie książki „Mein zweites Leben” Christiane F., w której
przedstawione są jej dalsze losy. I być może wreszcie znajdę odpowiedź na
nurtujące mnie pytania.
3. „Złodziejka książek” Markus
Zusak
„Wypowiedziała te słowa na głos, w pokoju wypełnionym chłodnym powietrzem i
książkami. Książki były dosłownie wszędzie! Przy każdej ścianie stały wypchane
nimi
schludne półki. Zza książek nie widać było koloru ścian. Na okładkach –
czarnych, czerwonych, szarych i w ogóle we wszystkich możliwych kolorach
pyszniły się litery wszelkich krojów i wymiarów. Była to najpiękniejsza rzecz,
jaką Liesel Meminger widziała w swoim życiu.”
Piękna, z zarazem smutna
książka, w której narratorem jest nie kto inny jak Śmierć. To właśnie ona
opowiada historię Liesel, małej dziewczynki – tytułowej złodziejki. Historia
opowiedziana jest w trzech kolorach: bieli, czerwieni i czerni. Wszystko
zaczyna się zimą, gdzie Liesel trafia do rodzina zastępczej, z którą z czasem w
pewien sposób się zaprzyjaźnia. Poznaję przyjaciół, zaczyna chodzić do
szkoły... i wtedy następuje rok 1939, który zmienia życie rodziny Liesel,
ponieważ w komórce pojawia się pewien nieznajomy, który musi być skrzętnie ukrywany.
Najsmutniejszy jest koniec, który przyniesie ogromną ilość bólu, a zarazem
ulgi.
Jest to pozycja, którą koniecznie trzeba przeczytać. Płakałam nad nią strasznie
i na samo wspomnienie przechodzą mnie dreszcze. Przynosi jednak ukojenie.
4. „Niezwykłe kobiety
Romanowów” Julia P. Gelardi
„Kiedy pośród bicia w dzwony i
armatnich salw ukazała się cesarzowa Maria Fiodorowna, tłumy z nabożeństwem
przeżegnały się i powitały carycę ogłuszającą owacją.”
Mój kolejny konik –
Romanowowie. Moje półki uginają się od książek na temat ostatniego cara
Mikołaja II i jego rodziny. Jednak moją ulubioną jest ta, która skupia się na
losach kobiet pochodzących z tej dynastii.
Autorka w ciekawy sposób pokazuje jak (z pozoru silnym, a w rzeczywistości
kruchym) kobietom przyszło rządzić u boku męża największym państwem świata –
Rosją. Poza obrazem bogactwa i dostojeństwa pokazany jest obraz ówczesnego
państwa, które nie zawsze było bezpieczne ze względu na liczne zamachy i
strajki.
Książka ta jest dobrym kompendium wiedzy na temat Rosji, pokazuję także w jaki
sposób tworzyła się, a później powoli
upadała jedna z największych dynastii.
5. „Nostalgia anioła” Alice
Sebold
„-Ja wierzę – oznajmiła Ruth-
Nie chodzi mi o takie gówno tra-la-la anielskie skrzydła, ale naprawdę myślę,
że jest niebo.”
Jest to dobra pozycja dla tych,
którzy stracili kogoś bliskiego, ponieważ książka daję nadzieję na życie po
śmierci. Narratorką jest Susie, 14-latka, która swoją historię opowiada z
nieba, do którego trafiła w wyniku gwałtu. Próbuje ona przekazać swoim bliskim
na ziemi, kto stoi za jej morderstwem. Niestety sprawa nie jest taka prosta.
Potrzeba wiele wysiłku i wiary by wszystko zakończyło się pomyślnie, zarówno w
niebie jak i na ziemi. Bardzo wzrusza.
W 2009 r. powstała jej ekranizacja.
Jest to jedna z niewielu udanych prób przeniesienia opowieści z książki do
filmu. Można by pokusić się o stwierdzenie, że film jest nawet lepszy.
6. „Jeździec miedziany”,
„Tatiana i Aleksander”, „Ogród letni” Paullina Simons.
„On szeptał, a wezbrana Kama toczyła swe wody z
Uralu przez śpiące pośród sosen Łazariewo. Tam, gdzie byli niegdyś młodzi i
zakochani.”
Zachwycająca trylogia Simons,
która opowiada o losach Aleksandra i Tatiany i ich drodze do szczęścia.
Historia ma swój początek w Leningradzie, w przededniu jego oblężenia, kiedy
dochodzi do splotu losów dwojga, początkowo kompletnie obcych sobie, osób,
które muszą walczyć z przeciwnościami jakie co chwila na nich spadają. Poza
barwną historią miłosną, jest też wątek sensacyjny, który nie pozwoli Wam
oderwać się od książki. Na duży plus zasługuje sam opis oblężenia i trudów z
nim związanych, których czytelnik nie jest sobie w żaden sposób wyobrazić.
Kolejne części są kontynuacją losów tej jakże trudnej miłości. Więcej nie mogę
zdradzić. Sami musicie sięgnąć po tę lekturę.
7. „Fabrykantka aniołków”
Camilla Läckberg.
„Od dziecka i wariata człowiek zawsze dowie się prawdy.”
Jeden z niewielu kryminałów, który trzyma w napięciu do końca i pozostawia
z pytaniem: Kto zabił?
Valö, rok 1974. Wielkanocny posiłek, który kończy się tajemniczym zniknięciem
całej rodzinny z wyjątkiem rocznej Ebby. Nikt nie wie co stało się z resztą.
Po latach na wyspę wraca jedyna ocalała. Po jej przybyciu na wyspie dochodzi do
dziwnych zdarzeń. Ktoś czyha na jej życie? Jeśli tak, to czy ma to związek z
wydarzeniem z przed lat? I czy zeznania piątki byłych uczniów, którzy w tamtą
Wielkanoc przebywali na wyspie, wniosą coś nowego? Odpowiedzi będzie szukał
policjant Patrik Hedström wraz ze swoją ekipą. Powiem tylko jedno: Takiego
rozwiązania z pewnością się nie będziecie spodziewać!
8. „Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna” Leonie Swann.
„Sprawiedliwość jest wtedy, kiedy możesz biegać i paść się, gdzie chcesz.
Kiedy możesz walczyć o swoje. Kiedy nikt ci niczego nie kradnie i nie zabrania
iść własną drogą. To jest sprawiedliwość.”
Kryminał w roli głównej z owcami? Czegoś takiego jeszcze nie było! Motorem
napędowym historii jest moment, w którym stado owiec odnajduje na pastwisku
swojego pasterza przebitego szpadlem. Pada od razu pytanie: Kto zabił? Owce
postanawiają znaleźć mordercę i wymierzyć sprawiedliwość. Owce nie milczą tylko
działają. Jednak nie będzie to takie proste zważywszy na brak poszlak… i
niewielką inteligencję owieczek. Kapitalnie napisane i pomimo, że to
filozoficzne dzieło czyta się łatwo i przyjemnie.
9. „Wampir z MO” Andrzej Pilipiuk.
Zabawniejsza kontynuacja „Wampira z M-3”, w której również dużo się dzieję.
Wampiry w PRL-u? Jak najbardziej, bo Pilipuk żadnego tematu się nie boi. Znani
nam z wcześniej części wampiry Igor, Marek, Gosia i ich przyjaciele ponownie
wkraczają do akcji by znów namieszać na warszawskiej Pradze i nie tylko. To
ciekawy zbiór opowiadań, które w pewien sposób się ze sobą łączą tworząc jedną
całość. Nie zbraknie „czarnej wołgi”, która sieje postrach, Pierwszego
Sekretarza, czy też… zobaczcie sami! Uśmiejecie się do łez, gwarantuję Wam.
Duży plus za karykaturalne odniesienie się do „Zmierzchu” czy też „The Ring”.
10. „Najgłupszy anioł” Christopher Moore.
„Była to małomiasteczkowa, seksualna gra w krzesełka do wynajęcia, w którą
bawiono się do melodii „Cichej nocy”. Każdy liczył, że po pijanemu, wpadnie w
jakieś przytulne ramiona, zanim wybrzmią ostatnie dźwięki.”
Na zakończenie – świątecznie, ale z dużą dozą czarnego humoru. Kiedy
siedmiolatek widzi śmierć - jego zdaniem - prawdziwego św. Mikołaja, prosi o
jego powstanie z martwych. Pech chciał, że w tym czasie nad chłopcem
przelatywał tytułowy – najgłupszy anioł. Zamiast Mikołaja powstała cała rzesza zombie.
To będą z pewnością najciekawsze święta Bożego Narodzenia w małym miasteczku
Pine Cove. Duża dawka czarnego humoru, odrobina pikantnego słownictwa i… hit
murowany. Z tą książką te święta nie będą nudne.
Mam nadzieję, że spośród mojego „Top 10” coś przypadnie Wam do gustu. A
jakie są Wasze ulubione pozycje (proszę bez skojarzeń ;) )?
Meg