Obczaj to

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 grudnia 2013

Polsko-niemieckie święta.



Boże Narodzenie wprawdzie już za nami, ja jednak chętnie Wam opowiem jak świętowanie tych wyjątkowych dni wygląda u naszych zachodnich sąsiadów, czyli w Niemczech.

Rok temu miałam okazję wyjechać  za granicę i obchodzić święta w pewnej niemieckiej rodzinie. Postanowiliśmy połączyć nasze tradycje i wspólnie cieszyć się tym świątecznym czasem. Pierwszą rzeczą, która nas różni od Niemców, jest nasze chaotyczne przygotowanie całej uczty. Tam ważną rolę odgrywa czas oczekiwania, czyli adwent. W tym okresie nie brak licznych jarmarków, festynów i zabaw o tematyce bożonarodzeniowej. Wszystkie zakupy i potrawy planowane są wcześniej, tak by na ostatnią chwilę nie popadać w nerwową atmosferę, jak często ma to miejsce w naszym kraju. Adwent przeznaczony jest na spokojne celebrowanie świąt oraz na rozłożenie obowiązków w czasie. Kolejną różnica jest ilość potraw na stole, w Niemczech jest ich zdecydowanie mniej. Moi niemieccy przyjaciele bardzo chwalili sobie nasze polskie potrawy, jednak ich żołądki nie były w stanie pochłonąć jednocześnie tylu różnorodnych potraw. Jednogłośnie powiedziano mi - za dużo. 
Mnie z kolei bardzo smakowało ich marcepanowe ciasto z rodzynkami i migdałami, obficie obsypane cukrem pudrem. W ogóle, wszystkie ciasta świąteczne w Niemczech są przeważnie koloru białego. Do tego koniecznie herbata rumowa. Jak to się mawia tam: "lecker!" - same pyszności. Potrawy są dość podobne do naszych, jednak mniej obfite. Podczas Wigilii zabrakło również, podstawowego w naszym świątecznym menu, karpia. Tym co urzekło mnie najbardziej, jest to, że w kościele kolędy śpiewa się naprawdę głośno, myślę, że dużo odważniej niż w Polsce. Z drugiej jednak strony minusem jest to, że nie ma tam tradycji chodzenia na pasterkę o północy. Być może na południu Niemiec, gdzie mieszka więcej katolików przykłada się do tego większą wagę, natomiast na północy, wśród ewangelików ta Msza jest mało popularna. Tego bardzo mi brakowało.
Mimo kilku istotnych różnic czułam się tam bardzo dobrze, zostałam ciepło przyjęta i myślę, że chętnie spędziłabym w Niemczech święta Bożego Narodzenia jeszcze raz. Gdyby wszystko wszędzie było identyczne, byłoby nudno. A zdziwienie na twarzach moich przyjaciół z Niemiec kiedy zobaczyli rybę po grecku, było bezcenne ;) Czasami takie łączenie dwóch tradycji jest zabawne, mimo to na pewno interesujące i warte przeżycia. 
W tym roku to z kolei ja gościłam znajomego Niemca u siebie w domu podczas wieczerzy wigilijnej. Podobało mu się bardzo, jednak w dniu powrotu do domu był bardzo szczęśliwy, ponieważ ogromna ilość potraw zaczęła śnic mu się nawet w nocy :) Ale wyobrażacie sobie nie zagryźć śledzika, czy rybki kawałkiem babcinego sernika? A później nie poprawić mandarynkami, zawijasem mięsnym i pieczareczkami marynowanymi? Nigdy! Jak już świętować, to solidnie, właśnie tak po polsku, prawda?

M. Dżi

sobota, 21 grudnia 2013

Co kraj to obyczaj?



W czwartek, w tzw. „Wieży Babel” – najbardziej umiędzynarodowionym łódzkim akademiku, odbyła się studencka Wigilia. Nie mogłam przegapić takiej okazji :) Wybrałam się więc na to spotkanie, żeby dowiedzieć się jak w innych krajach obchodzone jest Boże Narodzenie. 


Impreza zaczęła się koło godziny 19:00. Z każdą minutą pojawiało się coraz to więcej nowych twarzy, dało się słyszeć coraz większą ilość języków. Przyjemny rozgardiasz, uciszyły dwie dziewczyny, które przedstawiły prezentację na temat świąt Bożego Narodzenia w Polsce. Nie zabrakło oczywiście informacji (zarówno w języku polskim jak i angielskim) o tradycyjnych daniach oraz o zwyczajach towarzyszącym temu świętu. Po krótkiej przemowie zakończonej slajdem „Keep calm and ho,ho,ho”, wszyscy zebrani mogli skosztować pierogów z kapustą i grzybami przygotowanymi przez współorganizatorki. Dodatkową atrakcją była możliwość spróbowania swoich sił w lepieniu tychże pierogów, z czego ochoczo wiele osób skorzystało. Kolejną zabawą jaką przygotowano był konkurs na najdłuższy łańcuch z kolorowego papieru. Do walki stanęło pięć trzyosobowych drużyn. Na wykonanie ozdoby uczestnicy mieli, o ile się nie mylę, 12 min. Walka była zacięta, w końcu każdy chciał wygrać. Dwa z pośród pięciu łańcuchów wyróżniały się znacząco na tle innych. Na autorów czekały nagrody w postaci kubków. Kiedy zabawa dobiegała powoli końca, poprosiłam kilka osób, żeby pokrótce opowiedziały mi jak u nich wyglądają święta.

Student z Palestyny:
Święta zaczynają się 40 dniowym postem( od godziny 4:00 do 20:00), po których następują 3 dni Świąt. Wszyscy spotykają się w rodzinnym gronie, wymieniają się prezentami i razem biesiadują. Następnie po upływie 70 dni każdy zobowiązany jest do oddania mięsa na rzecz biednych osób.

Student z Ugandy:
Nie ma wielkiej różnicy między świętami w Polsce, a w Ugandzie, ponieważ duża część ludności jest wyznania katolickiego(około 85%). Podobnie jak tu, wszyscy zasiadamy do wspólnej kolacji oraz dajemy sobie wzajemnie prezenty.

Student z Białorusi, Grodno:
U nas święta przebiegają podobnie jak w Polsce, mimo że, większość ludności jest wyznania prawosławnego. Wieczorem zbiera się cała rodzina, która najpierw idzie do kościoła (warto podkreślić, że w większości państw katolickich liturgia odprawiana jest w języku narodowym jednak u nas w Białorusi odprawia się ją w języku polskim). Po powrocie wszyscy łamią się opłatkiem, zasiadają do kolacji, a potem odśpiewują kolędy (w mojej rodzinie w języku polskim). Prezenty przynosi nie Święty Mikołaj, a Dziadek Mróz. Na uwagę zasługuję fakt, że katolicyzm jest mniejszością wyznaniową, dlatego dni, w których odbywają się Święta, nie są dniami wolnym od pracy. Dopiero przy Świętach obchodzonych przez osoby wyznania prawosławnego, które odbywają się na początku stycznia, te dni są ustawowo wolne. 

Studentka z Kirgistanu:
Nie obchodzimy takich Świąt jak Wy, jedynie coś na wzór Nowego Roku, który u nas ma miejsce 21 marca i jest to Państwowe Święto Nooruz. W trakcie tego święta przygotowujemy wiele smacznych potraw m.in. ciasteczka na maśle oraz makaron z mięsem. 

Było to bardzo ciekawe doświadczenie i nie żałuję, że wybrałam się na tę Wigilię. Zawsze z ciekawością podchodziłam do innych kultur. To spotkanie pokazało mi jak wiele nas zarówno łączy jak i dzieli – w końcu co kraj to obyczaj ; ). 


Meg

środa, 18 grudnia 2013

Strach się bać! Czyli TOP 10 horrorów.



Lubicie oglądać horrory? Dziś mam dla Was listę 10 najlepszych horrorów, tak na studenckie wieczory. A jeśli nie przepadacie za takimi filmami to teraz będziecie wiedzieć czego nie oglądać.

  1. Ciemność/ Darkness
Film produkcji amerykańsko – hiszpańskiej z 2002 roku.  Opowiada o rodzinie, która przeprowadziła się z Ameryki do Hiszpanii. Bohaterowie zamieszkują stary opuszczony dom. Niedługo po przeprowadzce zaczynają dziać się tam dziwne rzeczy. Tylko Regina, starsza córka, próbuje dowiedzieć się co się dzieje. Jest przerażona faktem, że ojciec ma napady złości, a młodszy brat budzi się posiniaczony i mówi, że w ciemności ciągle kogoś widzi.

W tym filmie tak na prawdę nie chodzi o tę rodzinę. Głównym bohaterem jest właśnie ciemność. Na pozór niezbyt straszny film, "zryje wam beret" na tyle, że gwarantuje, że nie zgasicie światła przez kila dni. To prawdziwy emocjonalny rollercoster. Kiedy emocje opadną i będzie się Wam wydawać, że już wszystko jasne, akcja kolejny raz potoczy się tak, że wprawi was w osłupienie. Ponadto dużym plusem jest mroczny klimat i doskonale dobrana muzyka tylko go podkreślająca. Zobaczcie co skrywa ciemność.



  1. Lśnienie
To ekranizacja powieście Stephena Kinga o tym samym tytule. Film opowiada przerażającą historię. Jack dostaje pracę dozorcy w górskim hotelu Overlook, który ze względu na brak klientów jest zamykany na zimę. Planuje w ciszy i spokoju napisać powieść, więc wspólnie z rodziną przenosi się do pustego hotelu. Z biegiem czasu okazuje się, że w budynku nie są jednak sami, a syn Danny obdarzony jest zdolnościami paranormalnymi. Duchy doprowadzają Jacka do obłędu. A gdy dom, z powodu burzy, zostaje odcięty od świata... Zresztą zobaczcie sami.

Lśnienie to film, który naprawdę straszy, a jego obrazy na długo pozostają w pamięci. Pełne napięcia sceny, na pewno dostarczą wam emocji. Jest fascynujący niemal po każdym względem, od doboru scen, scenografię, grę aktorską po muzykę. Jack Nickolson gra tu tak przekonująco, że można uwierzyć mu, że naprawdę jest szalony.

  1. Boogeyman
Boogeyman, w zachodniej kulturze, to postać nie z tego świata mająca na celu przywołać dzieci do porządku, przekazać im wartości moralne. Czy aby na pewno spełnia on swoją rolę w tym filmie? Raczej nie. Bohaterem jest Tim Jensen, który po latach wraca do rodzinnego domu, gdzie wcześniej w tajemniczych okolicznościach zaginął jego ojciec. Wszyscy myślą, że odszedł od rodziny zostawiając żonę i małego synka, ale Tim wie, że prawda jest inna. Porwał go złowrogi potwór.  Dorosły Tim stawi mu czoło.

Fil ten dotyka problemu naszego największego lęku z dzieciństwa: potwora z szafy lub spod łóżka. Po tym filmie będziecie chcieli zapomnieć o posiadanej w domu szafie.

  1. Dziecko Rosemary
Rosemary i Guy wynajmują mieszkanie w budynku, którego właścicielami są starsi wścibscy ludzie, Roman i Minnie Castevet. Pewnego dnia Minnie częstuje Rosemary dziwną potrawą po którym kobieta ma halucynacje, a nocą dręczą ją koszmary. Wkrótce Rosemary dowiaduje się, że jest w ciąży.

Po obejrzeniu tego filmu doznamy prawdziwego katharsis. Film Romana Polańskiego jest z jednej strony nacechowany grozą, z drugiej zaś humorem. Dziecko Rosemary można interpretować w dwojaki sposób: jako obraz mechanizmu wykorzystania i uprzedmiotowienie dziewczyny. Czy jako film o rosnącym zainteresowaniu okultyzmem, które przejawiało się w tamtym czasie.

  1. Obecność
Lorraine Warren i Ed Warren to dwójka badaczy zjawisk paranormalnych, która zostaje wezwana przez rodzinę. Ów rodzina zamieszkuje farmę, na której straszy. Lorraine i Ed stają przed wykonaniem najcięższego zadania z jakim zetknęli się w życiu, bowiem demon, z którym się zmierzą jest niewyobrażalnie silny.

Z pozoru prosta opowieść o nawiedzonym domu i egzorcystach. Brzmi oklepanie. W dodatku zbudowana na prostych efektach. Sprawia to jednak, że napięcie wzrasta z każdą chwilą, a serce bije szybciej. To "rasowy" horror, po którym śnić się Wam będą koszmary.


  1. Martwica mózgu
Do Nowej Zelandii, z Wyspy Czaszek, zostaje przywieziony nowy gatunek zwierzęcia – Mapłoszczur. Jest niebezpieczny, jego ugryzienie wywołuje chorobę – martwicę mózgu. Wkrótce dochodzi do tragedii. Wścibska matka Lionela, Vera Cosgrove zostaje ugryziona przez stwora, a po pewnym czasie zmienia się w coś na kształt zombie.

W tym filmie znajdziemy wszystko. Dosłownie. Nie zabraknie tu latających kończyn, jelit i krwi. Pierwsze 10 minut filmu to komedia romantyczna. Nie przeoczmy także dużej dawki czarnego humoru. To film z gatunku gore i on w stu procentach wpisuje się w schemat tych filmów. (chodzące głowy, wyprute wnętrzności, rozczłonkowane ciała). W ramach ciekawostki dodam, że do jego produkcji zużyto ponad 300 litrów sztucznej krwi.

  1. Coś
Zimą roku 1982 na Arktyce grupa norweskich badaczy budzi nieznany organizm. Stacjonujący obok amerykanie postanawiają sprawdzić bazę norweskich sąsiadów. To co odkrywają budzi ich zdumienie. Filmowe „coś” to rodzaj inteligentnego pasożyta, który spędził pod lodem ponad 100 000 lat. Przybiera on formę każdego żywego stworzenia, z którym się zetknie. Nie zmienia wyglądu swoich ofiar. Infekcja rozprzestrzenia się szybko. A walczyć z nią będzie R.J. MacReady (Kurt Russell).

"Coś" z 1982 roku to remake filmu z 1951 pt. "Istota z innego świata". Natomiast Film "Coś" z 1982 doczekał się prequela w 2011 roku o tym samym tytule. Można go z całą pewnością polecić, szczególnie miłośnikom starych horrorów. Akcja trzyma w napięciu. Twórcy zadbali o każdy szczegół. Produkcja nie jest naszprycowana tanimi efektami. (cisza, cisza…buuuu!) Dodatkowym atutem filmu jest świetna muzyka.

 

  1. American Horror Story
Nie jest to film lecz serial. Wyprodukowano już dwa sezony. Opowiada historię rodziny, która wprowadziła się do pięknego starego domu z historią... Niestety ku oczekiwaniu lokatorów nie jest to słodka bajka, którą można byłoby opowiedzieć dziecku na dobranoc. W domu od zawsze działy się straszne rzeczy, począwszy od nielegalnych aborcji w piwnicy, po zabójstwa partnerów i dzieci. Dom nabrał mrocznych właściwości. Wszyscy jego lokatorzy giną. Ich duchy nie odchodzą jednak w spokoju, są uwięzione w domu. I pomieszkują z coraz to nowymi lokatorami. Duchy mają  możliwość pokazywania się żywym i udawania, że są jednymi z nich.

Każdy odcinek od samego początku trzyma w napięciu. Klimat serialu jest mroczny i tajemniczy. Rozwój akcji zaskakujący. Dla wszystkich, którzy lubią czuć dreszczyk.

  1. Dziewiąta sesja
Firma zajmująca się usuwaniem azbestu otrzymuje kontrakt na oczyszczenie budynku, w którym kiedyś mieścił się szpital psychiatryczny. Pięcioosobowa ekipa zabiera się do pracy. Zadanie okazuje się bardzo trudne po pierwsze ze względu na napięty termin, po drugie za względu na dziwne zdarzenia. Duchy zmarłych w szpitalu psychiatrycznym budzą w każdym, uśpione dotąd myśli i pragnienia, prowadząc do obłędu.

Ten film działa na wyobraźnię. Nie ma w nim krzty współczesnego efekciarstwa. Jest przez to niezwykle intrygujący, ponieważ producenci musieli wysilić się by w sposób zachęcający przedstawić ów historię. W rzeczywistości film jest spojrzeniem w naturę ludzkiej duszy, która może być niezwykle okrutna. Co ciekawe za plan filmowy posłużył prawdziwy szpital psychiatryczny Danvers State Hospital w Danvers w stanie Massachuetts.

  1. 1408
Jest to adaptacja opowiadania Stephena Kinga o tym samym tytule. Opowiada historię pisarza- Mike Enslin, który zajmuje się zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jego najnowsza książka ma traktować o nawiedzonych hotelach. Po kilku odwiedzonych miejscach, Mike trafia do słynnego pokoju 1408. Mającego niezwykle złą sławę. Jest on przekonany, że wszystkie opowieści to mit. Dyrektor hotelu Mr. Olin ostrzega go przed ryzykiem wiążącym się z przebywaniem w tytułowym pokoju. Ten jednak nie słucha i postanawia spędzić tam noc.

Przytulny hotelowy pokoik przekształca się w miejsce prawdziwej nadprzyrodzonej aktywności. Z każdą  kolejną chwilą bohater wystawiany jest na coraz to większe szaleństwo, a co za tym idzie niebezpieczeństwo. Wszystko zmierza do jednego celu: by zakończył swój żywot. Dodatkowo, najtrudniejsze chwile do przetrwania to bolesne wspomnienia, które Enslin jest zmuszony przeżyć na nowo.

Pam

poniedziałek, 16 grudnia 2013

10 książek, które warto przeczytać.

Jestem molem książkowym i kiedy tylko mam odrobinę wolnego czasu spędzam go na czytaniu. Jeśli chodzi o mój czytelniczy gust, jest on naprawdę różnorodny, bo nie lubię się ograniczać. Chciałabym zaprezentować Wam moich 10 ulubionych książek i zachęcić 
Was do ich przeczytania.


1. „David Bowie. Biografia” Marc Spitz.

„Ulica Hauptstrasse, na której zamieszkali Bowie i Iggy po przybyciu do zachodniego Berlina, była biedna, obskurna, tandetna i pełna Turków.”

Chyba nikogo, kto mnie zna, nie zdziwiło, że na szczycie listy pojawiła się ta, a nie inna pozycja. Od momentu ukazania się jej w księgarniach był to mój „must have”. Pozycja dla fanów, ale nie tylko. Z pewnością nie będziecie rozczarowani, ponieważ książka obfituje w liczne ciekawostki, które z pewnością przybliżą Wam postać Bowiego i  nie raz Was zaskoczą. Dodatkowo autor rzetelnie opisuję drogę jaką muzyk musiał pokonać  by stać się ikoną glam rocka. Na duży plus zasługuje fakt, że artysta przedstawiony jest jako człowiek, a nie ideał, który nigdy nie ma prawa się pomylić. W końcu każdy zalicza wzloty i upadki, ważne jest, żeby później umieć się z nich podnieść – tak jak zrobił to 
Bowie.

2. „My dzieci z dworca Zoo” Christiane F.

 „Żeby przestać, z czymś skończyć to najpierw trzeba wiedzieć po co. A ja nie wiem.”

Czytałam chyba z 5715415 razy zarówno po polsku jak i po niemiecku i za każdym razem odkrywałam jakąś drobnostkę, na którą wcześniej nie zwracałam uwagi. Większość z Was z pewnością słyszała o tej książce, o ile sami nie mieliście okazji jej przeczytać. Opowiada ona autentyczną historię Christiane, która w wieku 13 lat sięgnęła po heroinę, a w wieku 14 lat zaczęła się prostytuować by za zarobione pieniądze kupić narkotyki. Z zapartym tchem śledzi się drogę tej młodej dziewczyny, która wiele razy próbuje wyrwać się ze szpon narkotyków, ale niestety brakuje jej na to sił. Wstrząsająca i oddziaływująca na czytelnika pozycja. Kiedy sięgam po nią zawsze wyobrażam sobie opisane sceny, miejsca i ludzi, zastanawiam się co właściwie z nimi się teraz dzieje.
Dla leniwych, którzy od książek trzymają się z daleka: Powstał film pt. „My dzieci z dworca Zoo” w reżyserii Uliego Edela. Niestety nie pokazuję on nawet ułamka tego co dzieję się w książce – co mnie nie dziwi, bo w przeciwnym wypadku film musiałby trwać około 3-4 godzin.
O ile Mikołaj będzie choiny w planach mam zakupienie książki „Mein zweites Leben” Christiane F., w której przedstawione są jej dalsze losy. I być może wreszcie znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytania.

3. „Złodziejka książek” Markus Zusak

„Wypowiedziała te słowa na głos, w pokoju wypełnionym chłodnym powietrzem i książkami. Książki były dosłownie wszędzie! Przy każdej ścianie stały wypchane nimi 
schludne półki. Zza książek nie widać było koloru ścian. Na okładkach – czarnych, czerwonych, szarych i w ogóle we wszystkich możliwych kolorach pyszniły się litery wszelkich krojów i wymiarów. Była to najpiękniejsza rzecz, jaką Liesel Meminger widziała w swoim życiu.”

Piękna, z zarazem smutna książka, w której narratorem jest nie kto inny jak Śmierć. To właśnie ona opowiada historię Liesel, małej dziewczynki – tytułowej złodziejki. Historia opowiedziana jest w trzech kolorach: bieli, czerwieni i czerni. Wszystko zaczyna się zimą, gdzie Liesel trafia do rodzina zastępczej, z którą z czasem w pewien sposób się zaprzyjaźnia. Poznaję przyjaciół, zaczyna chodzić do szkoły... i wtedy następuje rok 1939, który zmienia życie rodziny Liesel, ponieważ w komórce pojawia się pewien nieznajomy, który musi być skrzętnie ukrywany. Najsmutniejszy jest koniec, który przyniesie ogromną ilość bólu, a zarazem ulgi.
Jest to pozycja, którą koniecznie trzeba przeczytać. Płakałam nad nią strasznie i na samo wspomnienie przechodzą mnie dreszcze. Przynosi jednak ukojenie.

4. „Niezwykłe kobiety Romanowów” Julia P. Gelardi

„Kiedy pośród bicia w dzwony i armatnich salw ukazała się cesarzowa Maria Fiodorowna, tłumy z nabożeństwem przeżegnały się i powitały carycę ogłuszającą owacją.”

Mój kolejny konik – Romanowowie. Moje półki uginają się od książek na temat ostatniego cara Mikołaja II i jego rodziny. Jednak moją ulubioną jest ta, która skupia się na losach kobiet pochodzących z tej dynastii.
Autorka w ciekawy sposób pokazuje jak (z pozoru silnym, a w rzeczywistości kruchym) kobietom przyszło rządzić u boku męża największym państwem świata – Rosją. Poza obrazem bogactwa i dostojeństwa pokazany jest obraz ówczesnego państwa, które nie zawsze było bezpieczne ze względu na liczne zamachy i strajki.
Książka ta jest dobrym kompendium wiedzy na temat Rosji, pokazuję także w jaki sposób tworzyła się, a później  powoli upadała jedna z największych dynastii.

5. „Nostalgia anioła” Alice Sebold

„-Ja wierzę – oznajmiła Ruth- Nie chodzi mi o takie gówno tra-la-la anielskie skrzydła, ale naprawdę myślę, że jest niebo.”

Jest to dobra pozycja dla tych, którzy stracili kogoś bliskiego, ponieważ książka daję nadzieję na życie po śmierci. Narratorką jest Susie, 14-latka, która swoją historię opowiada z nieba, do którego trafiła w wyniku gwałtu. Próbuje ona przekazać swoim bliskim na ziemi, kto stoi za jej morderstwem. Niestety sprawa nie jest taka prosta. Potrzeba wiele wysiłku i wiary by wszystko zakończyło się pomyślnie, zarówno w niebie jak i na ziemi. Bardzo wzrusza.
W 2009 r. powstała jej ekranizacja. Jest to jedna z niewielu udanych prób przeniesienia opowieści z książki do filmu. Można by pokusić się o stwierdzenie, że film jest nawet lepszy.

6. „Jeździec miedziany”, „Tatiana i Aleksander”, „Ogród letni” Paullina Simons.

„On szeptał, a wezbrana Kama toczyła swe wody z Uralu przez śpiące pośród sosen Łazariewo. Tam, gdzie byli niegdyś młodzi i zakochani.”

Zachwycająca trylogia Simons, która opowiada o losach Aleksandra i Tatiany i ich drodze do szczęścia. Historia ma swój początek w Leningradzie, w przededniu jego oblężenia, kiedy dochodzi do splotu losów dwojga, początkowo kompletnie obcych sobie, osób, które muszą walczyć z przeciwnościami jakie co chwila na nich spadają. Poza barwną historią miłosną, jest też wątek sensacyjny, który nie pozwoli Wam oderwać się od książki. Na duży plus zasługuje sam opis oblężenia i trudów z nim związanych, których czytelnik nie jest sobie w żaden sposób wyobrazić.
Kolejne części są kontynuacją losów tej jakże trudnej miłości. Więcej nie mogę zdradzić. Sami musicie sięgnąć po tę lekturę.

7. „Fabrykantka aniołków” Camilla Läckberg.

„Od dziecka i wariata człowiek zawsze dowie się prawdy.”
Jeden z niewielu kryminałów, który trzyma w napięciu do końca i pozostawia z pytaniem: Kto zabił?
 

Valö, rok 1974. Wielkanocny posiłek, który kończy się tajemniczym zniknięciem całej rodzinny z wyjątkiem rocznej Ebby. Nikt nie wie co stało się z resztą.
Po latach na wyspę wraca jedyna ocalała. Po jej przybyciu na wyspie dochodzi do dziwnych zdarzeń. Ktoś czyha na jej życie? Jeśli tak, to czy ma to związek z wydarzeniem z przed lat? I czy zeznania piątki byłych uczniów, którzy w tamtą Wielkanoc przebywali na wyspie, wniosą coś nowego? Odpowiedzi będzie szukał policjant Patrik Hedström wraz ze swoją ekipą. Powiem tylko jedno: Takiego rozwiązania z pewnością się nie będziecie spodziewać!

8. „Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna” Leonie Swann.

„Sprawiedliwość jest wtedy, kiedy możesz biegać i paść się, gdzie chcesz. Kiedy możesz walczyć o swoje. Kiedy nikt ci niczego nie kradnie i nie zabrania iść własną drogą. To jest sprawiedliwość.”

Kryminał w roli głównej z owcami? Czegoś takiego jeszcze nie było! Motorem napędowym historii jest moment, w którym stado owiec odnajduje na pastwisku swojego pasterza przebitego szpadlem. Pada od razu pytanie: Kto zabił? Owce postanawiają znaleźć mordercę i wymierzyć sprawiedliwość. Owce nie milczą tylko działają. Jednak nie będzie to takie proste zważywszy na brak poszlak… i niewielką inteligencję owieczek. Kapitalnie napisane i pomimo, że to filozoficzne dzieło czyta się łatwo i przyjemnie.

9. „Wampir z MO” Andrzej Pilipiuk.

Zabawniejsza kontynuacja „Wampira z M-3”, w której również dużo się dzieję. Wampiry w PRL-u? Jak najbardziej, bo Pilipuk żadnego tematu się nie boi. Znani nam z wcześniej części wampiry Igor, Marek, Gosia i ich przyjaciele ponownie wkraczają do akcji by znów namieszać na warszawskiej Pradze i nie tylko. To ciekawy zbiór opowiadań, które w pewien sposób się ze sobą łączą tworząc jedną całość. Nie zbraknie „czarnej wołgi”, która sieje postrach, Pierwszego Sekretarza, czy też… zobaczcie sami! Uśmiejecie się do łez, gwarantuję Wam. Duży plus za karykaturalne odniesienie się do „Zmierzchu” czy też „The Ring”.

10. „Najgłupszy anioł” Christopher Moore.

„Była to małomiasteczkowa, seksualna gra w krzesełka do wynajęcia, w którą bawiono się do melodii „Cichej nocy”. Każdy liczył, że po pijanemu, wpadnie w jakieś przytulne ramiona, zanim wybrzmią ostatnie dźwięki.”

Na zakończenie – świątecznie, ale z dużą dozą czarnego humoru. Kiedy siedmiolatek widzi śmierć - jego zdaniem - prawdziwego św. Mikołaja, prosi o jego powstanie z martwych. Pech chciał, że w tym czasie nad chłopcem przelatywał tytułowy – najgłupszy anioł. Zamiast Mikołaja powstała cała rzesza zombie. To będą z pewnością najciekawsze święta Bożego Narodzenia w małym miasteczku Pine Cove. Duża dawka czarnego humoru, odrobina pikantnego słownictwa i… hit murowany. Z tą książką te święta nie będą nudne.
Mam nadzieję, że spośród mojego „Top 10” coś przypadnie Wam do gustu. A jakie są Wasze ulubione pozycje (proszę bez skojarzeń ;) )? 



Meg

niedziela, 8 grudnia 2013

Jelonek rozniósł Dekompresję


Dawno nie miałam okazji tak dobrze się bawić. To co przygotował artysta tym razem przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Nie zniechęcona przechodzącym nad Polską orkanem Ksawerym dotarłam do łódzkiego klubu Dekompresja. Byłam skostniała, ale sama myśl o czekających mnie atrakcjach rozgrzewała mnie do czerwoności. Kiedy tylko oddałam rzeczy do szatni (brrrrr) szybko pobiegłam pod scenę, na której grał już  support – łódzki zespół Alegorya. Band spisał się doskonale, więc publiczność dała ponieść się charyzmatycznemu wokaliście. Mnie osobiście najbardziej spodobał się utwór „Furia”, który momentalnie wpada w ucho i sprawia, że nóżka potupuje w rytm. Cel został osiągnięty: Zespół rozgrzał nas, serwując kawał dobrej muzyki.
Po krótkiej przerwie technicznej (kiedy napięcie rosło z każdą sekundą) na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru. Piskom i oklaskom nie było końca, kiedy naszym oczom ukazał się „świąteczny” Jelonek przyozdobiony bombkami i choinkowymi lampkami. I od razu ruszył z …kopytka.
I było tak jak obiecywał! W pogo nie było ubogo, był młynek, wężyk i wiele ścianek śmiechu. Na dwoje szczęśliwców czekały mikołajkowe prezenty. Trzeba było się jednak wykazać recytując wierszyk siedząc na kolanach Mikołaja Jelonka– śmiechu co nie miara! A to dopiero początek.

Nagle rozbrzmiała znana z dzieciństwa piosenka „ Mahna Mahna” z Muppet Show. Po za pokazem wokalnym mogliśmy zobaczyć wygibasy zespołu, który porwał do tańca całą publiczność kolejny raz. I ośmielę się powiedzieć, że były to najlepsze wykonanie „Mahna Mahna” jakie dotąd słyszałam! Było to preludium do „mrocznego disco” czyli coveru Boney.M – Daddy cool. Na koncercie nie zabrakło również jelonkowych kompozycji, a wśród nich „Akka”, „BaRock” czy też „Funeral of Provincial Vampire".

Był to jeden z niewielu koncertów, które z pewnością będę długo wspominać. Po za wrażeniami artystycznymi nie brakowało dużej dawki humoru ze strony zespołu za co bardzo dziękuję. Od tego śmiechu do teraz bolą mnie mięśnie brzucha! Mam nadzieję, że Wy również dobrze się bawiliście, nie zależnie od tego czy w pogo czy też z boczku tupiąc nóżką i machając główką.




Meg






poniedziałek, 2 grudnia 2013

Na prezent podaruj Jelonka

Nie macie pomysłu na mikołajkowy prezent dla swojej drugiej połówki? Mam dla Was propozycję nie do odrzucenia! 6. grudnia w Klubie Dekompresja o godzinie 20:00 swój koncert zagra Jelonek – wirtuoz skrzypiec.

Michał Jelonek urodził się 30 maja 1971 roku w Kielcach. W 1989 roku obronił dyplom w klasie skrzypiec u prof. Andrzeja Zuzańskiego. Jelonek znany jest jako znakomity skrzypek, kompozytor oraz muzyk sesyjny (współpracował m.in. Perfect, Wilki czy Kasa). Od 2002 roku artysta udziela się w zespole Hunter, z którym do tej pory stworzył pięć płyt. Jest również wielokrotnym zdobywcą Złotego Bączka, przyznawanego zespołom występującym podczas Przystanku Woodstock.

Na koncertach Jelonka nie da się wystać w miejscu. Artysta sam podkreśla, że na każdego czeka: młynek zadymek, mężny wężyk, krwawa jatka, mroczne spojrzenia i ściana śmiechu. Najważniejszy jest jednak fakt, że w pogo nie ubogo, więc nie liczcie na nudę. – przyjdziecie, przekonacie się o co w tym wszystkim chodzi.

Ja sama wybieram się na koncert i Was serdecznie zapraszam. A już w sobotę kiedy odetchnę będziecie mogli przeczytać recenzję z tego spotkania.

Bilety do nabycia w Dekompresji, Strefie Biletów, Ale Jazz i Koldecure. W przedsprzedaży: 34 zł, w dniu koncertu: 39 zł.

Do zobaczenia!

Meg

1.Woodstockowy Jelonek
2. 3:33 - muzyka dla uszu czyli "Nein, Schneller" - przynajmniej dla nas dziennikarzy z j. niemieckim :)